Witam. Chcę podzielić się historią, która przydarzyła mi się kilka lat temu.
Wszystko zaczęło się banalnie, postanowiłam przeprowadzić "operację palucha koślawego i palca młoteczkowatego II lewej stopy ". Od 30.07. do 04.08 2003 przebywałam w Wojewódzkim Centrum Ortopedii i Rehabilitacji Narządu Ruchu im. Z. Radlińskiego w Łodzi gdzie przeprowadzono tę operację. Operacji nie obawiałam się bo po pierwsze, lekarz, który mnie operował to mąż mojej współpracownicy z pracy (nomem omen pracującej ze mną na jednym oddziale) po drugie sama jestem doświadczoną pielęgniarką obecnie na emeryturze i miałam pełną świadomość tego co będzie robione i w jaki sposób, po trzecie przed operacją zapewniono mnie, że niczego nie będę czuła i kiedy się obudzę to już będzie po wszystkim. Z takim nastawieniem i zaledwie lekkim niepokojem, który towarzyszy każdemu w takiej sytuacji wieziono mnie na salę operacyjną. Bardzo szybko okazało się, że operacja nie przebiegała zgodnie z wcześniejszymi zapewnieniami nie znieczulono mnie tak jak obiecywano ale operacja przebiegała w znieczuleniu miejscowym. Nie wykonano tzw premedykacji jaką wykonuje się standardowo przed każdą operacją. Ból jaki odczuwałam podczas zabiegu był nie do zniesienia po mojej interwencji założono wenflon i podano mi dwukrotnie Relanium i Fentanyl. Dopiero po tym przestałam odczuwać ból, cały czas byłam jednak przytomna. Po zakończeniu operacji zaopatrzono miejsce operacji ale nie usztywniono mojej stopy opatrunkiem gipsowym tylko przy pomocy zwykłego bandaża elastycznego. zalecenia lekarz były takie, że mam się zgłosić po pięciu dniach od wypisu ze szpitala w celu zmiany opatrunku. Zalecenie wypełniłam. 26.08.2003 po południu syn zawiózł mnie do szpitala, w którym miałam operację ponieważ odczuwałam dotkliwy ból operowanej stopy. Lekarz dyżurny stwierdził stan zapalny stopy i zaordynował zmianę opatrunku. Opatrunek zmieniono jednak z braku Rivanolu zaopatrzono mnie na sucho. Nie podano mi żadnych leków, lekarz przepisał mi antybiotyk, niestety nie pamiętam jaki i zalecił zgłoszenie się do przyszpitalnej poradni ortopedycznej następnego dnia. Niestety następnego dnia nie byłam w stanie udać się do poradni z powodu ogromnego bólu stopy. Do poradni trafiłam na drugi dzień. Pobrano wymaz z rany pooperacyjnej już zaropiałej po czym skierowano mnie na izbę przyjęć i potem na oddział do sali septycznej. Na sali septycznej doznałam szoku ponieważ okazało się, że była koedukacyjna. Kolejnym szokiem był fakt, że musiałam sobie sama wykupić antybiotyk bo szpital go nie posiadał. 2.09.2003 odebrałam wynik z wymazu i okazało się, że stwierdzono obecność „gronkowca złocistego”. 1.10.2003 po zakończeniu zwolnienia wróciłam do pracy. Jednak już drugiego dnia wylądowałam na pogotowiu z wysoką gorączką i rozpoznano „ropowicę stopy”. 3.10.2003 znalazłam się w szpitalu im. Sonnenberga w Łodzi na oddziale ortopedycznym. Przebywałam tam trzy tygodnie, opieka w tym szpitalu okazała się nieporównanie lepsza niż w poprzednim. W ramach pobytu w tym szpitalu dokonano zabiegu oczyszczenia rany, zabieg odbył się w znieczuleniu ogólnym. Założono mi tzw. sączki. Po opuszczeniu szpitala byłam na zwolnieniu przez dziewięć miesięcy. Konsekwencją tych tarapatów była depresja, ogólne pogorszenie samopoczucia, osłabienie odporności organizmu i zwiększona podatność na infekcje. Ponad to stan psychiki w jakim się znalazłam spowodował konieczność przejścia na wcześniejszą emeryturę, nie byłam zdolna do wykonywania pracy. Z osoby energicznej i pełnej wigoru stałam się osowiałą i pozbawioną życia starszą panią. Ten stan rzeczy dotyczący mojego zdrowia fizycznego i psychicznego oraz względy dotyczące postronnej ale jednak znajomości żony lekarza, który mnie operował, powstrzymywały mnie przed skierowaniem sprawy do kogokolwiek i próby dochodzenia jakiegoś zadośćuczynienia za poniesione straty moralne i zdrowotne.
Teraz już otrząsnęłam się i nabrałam dystansu dlatego korzystając z dobrodziejstwa internetu dzielę się tym wszystkim i jednocześnie proszę o jakąś pomoc. Jeśli ktokolwiek, kto przeczyta moje wspomnienia byłby w stanie doradzić mi i pomóc w uzyskaniu jakiegoś odszkodowania, będę wdzięczna. Pozdrawiam, Wiesława.
